środa, 22 sierpnia 2012
Trzeci.
Siedzę sobie tak, w sumie nie o aż tak późnej godzinie, tymczasem ładuje mi się kolejny odcinek Doctora Who, a ja rozkminiam po co mi kolejny kubek herbaty.
Coś nie tak.
Miało nie być szczegółów mojego jakże ciekawego życia, ale nie mogę uwierzyć, że potrafię być tak leniwa, serio. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że jak wbiję sobie coś do głowy (na przykład, że mam obudzić się o siódmej) to jakoś tam się uda. Skutkiem tego, że wibracje dochodzące z drugiego końca pokoju mnie obudziły, pojechałam na targ z mamą, aby pomóc jej z tobołami. Ruch, gwar, ludzie, jedzenie u babci. To dużo lepsze niż nołlajfowanie. I dzień wydawał się dłuższy. Czas nawet miałam pograć u Pauliny na guitar hero. No a potem wyciągnąć ją na pięciokilometrową wycieczkę rowerową.
Nie musi być źle, co nie zmienia faktu, że obawiam się. Cóż za eufemizm! Boję się. Cholernie się boję. Najlepsze liceum w promieniu 30km. W klasie dziewczyna i dwóch chłopaków, z którymi chodziłam do podstawówki, i którzy mają na mój temat swoje zdanie. Nienienienie.
Tak, straszcie mnie zakuwaniem po nocach, nieludzkimi nauczycielami i wyścigiem szczurów, jeśli chodzi o oceny. Świetnie.
Niepotrzebnie się nad sobą użalam.
Znowu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz